
Jasna cholera! - krzyknąłem. No zwariuje w tym świecie. Przewrócić się o kosz na śmieci? To jest kpina, nie wytrzymam w mojej skórze. Totalna kompromitacja, jak mogę być tak niezdarny? Każdego dnia przemierzam szkolne korytarze, znam je na pamięć, nawet pamiętam gdzie który uczeń się podpisał. Nawiasem mówiąc ich autografy na ścianach to głupota, po co podpisywać się na kawałku muru? Po co oznajmiać światu, że ten i tamten to męski członek, a tamta oddaje się bezpruderyjnie każdemu napotkanemu. Jeszcze żeby to chociaż prawda była. No nie rozumiem, a zresztą, nigdy nie rozumiałem ludzi.
Dobra, wchodzę do klasy. Prawie się spóźniłem. Matematyka, przerabiamy funkcję kwadratową, nauczycielka wychodzi z siebie aby przekazać chociaż troszkę wiedzy tej bandzie oszołomów którzy tak dumnie obwoływani są ludźmi myślącymi. Jakbym miał tyle chromosomów co oni to czułbym się gorzej niż podle, ale dajmy już spokój. Policzyłem w pamięci wszystkie zadania z tego tematu, po co oni potrzebują kalkulatorów do mnożenia kilku cyfrowych liczb, nie myślą czy co?
Ahhh! - Przecież dzisiaj jest wf, na śmierć bym zapomniał. Na śmierć? Chyba na drewniany kołek, albo zupę z czosnku...
Jarek! - co Ty wyczyniasz? Czemu od pół godziny patrzysz się w okno nie zapisawszy ani linijki w zeszycie? W ogóle gdzie Twój zeszyt? Wyjmiesz kartkę? Ty nigdy nie nosisz zeszytu. Masz dobre oceny, nie powinieneś się marnować nie uważając na lekcji, mogą być z Ciebie ludzie!
Ludzie? - pomyślałem. No prawie. Bo... Bo... Pani profesor, ja bardzo przepraszam, ja... Się zamyśliłem, wszystko przepiszę, ja to umiem.
Jareczku - to zdrobnienie zabrzmiało podejrzanie - ja po prostu chcę abyś zdał dobrze maturę z matematyki. Jestem nauczycielką od 20 lat, nigdy nie miałam takiego zdolnego ucznia jak Ty, który jednocześnie nic nie zapisuje, patrzy się w okno, myśli o niebieskich migdałach, a radzi sobie tak dobrze.
No co jest do czorta? Jeszcze tej baby na takie wylewne gadki nie wzięło chyba nigdy. Świat dziczeje. A kysz babo!
Parsknąłem śmiechem, według ludzkich wyobrażeń to wszyscy naokoło powinni krzyczeć z przerażenia, krzyżyki z ołówków układać i uciekać czym prędzej! Albo i nie, który wampir potyka się o własne nogi i nawet w piłkę nożną nie umie grać?
Rozbrzmiał dzwonek, profesor Adamska wstała i wyszła kręcąc głową, cała klasa powędrowała za nią.
Jarek! Jarek! - chodź szybko, mamy 10 minut żeby dojść na halę, usłyszałem.
To była Miśka, jeden z nielicznych przedstawicieli tego podłego gatunku, którego chyba nawet, o zgrozo, lubię. Glany, długie włosy, obcisłe ubrania pochłaniające wszystkie kolory, czemu ludzie od niej stronią? Jeśli ja ją polubiłem to inni powinni wynieść Miśkę na piedestał. Wyszliśmy we dwoje z budynku, przeszliśmy kawałek starym miastem, jeszcze kawałek po moście i już byliśmy na okazałej hali obok jednej z podstawówek.
No ruszać się - dobiegł nas głos naszego nauczyciela! Bez dyskusji! Nikt nie skończył dwóch fakultetów by móc ze mną rozmawiać. Do szatni, przebierać się i na płytę! Nasz nauczyciel był młodym adeptem belferskiej sztuki, zapalonym amatorem siatkówki, nosił wyświechtaną bluzę Jastrzębskiego Węgla. Skąd ją miał? Z tego co słyszałem jego brat tam grał, sam chyba rozwalił kolano i jego kariera zatrzymała się na międzyszkolnych mistrzostwach gdzie wszedł na dwie piłki, góra trzy. Pozur.... Nie, pozer, o tak ludzie mówią na takich osłów.
Dzielimy się na dwa składy, rozległ się głos naszego nauczyciela, kto nie chce grać w siatę będzie biegał dookoła sali. Połowa klasy od razu rozpoczęła bieg. Przebywanie na tych 162 metrach kwadratowych pod okiem tego idioty to katorga, oczywiście w oczach większości klasy, ambitniejsi pozostali na boisku. Ku mojemu zdziwieniu Miśka też. A niech mnie. Też zostanę. Gwizdek "Wielkiego trenera i tego który zna się na wszystkim", zagrywa Marcin, Misia stoi obok mnie, odbieramy, pozostała czwórka z naszej drużyny chyba nie do końca wie na czym ta grapolega. Jak oni się uchowali?
Bach!
Nosz ku... Mam wyostrzone zmysły bardziej od pająka, kota, psa, myszoskoczka, papugi i delfina razem wziętych, a musiałem oberwać w ryj. Z tą myślą osunąłem się na płytę boiska.
Dalsze losy na http://mitrasbook.blogspot.com/
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz